FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Album Download

 Strona Główna


Rejestracja Zaloguj

 


Poprzedni temat :: Następny temat
"Kroniki Kontynentu"
Autor Wiadomość
Laguna 
szary pan ;)


Dołączył: 01 Mar 2008
Posty: 35
Skąd: z tamtąd
Wysłany: 2008-04-14, 21:48   "Kroniki Kontynentu"  

Devias

Mroźny wiatr smagał twarze wędrowców. Gesty, rozpędzony śnieg wpadał do oczu i utrudniał określenie drogi. Było coraz zimniej, niebo przesłonięte szarymi chmurami zapowiadało kolejna śnieżyce. -Jeszcze trochę! Chyba jesteśmy juz niedaleko!- Krzyknął Czart z trudem odczytując mapę -Właśnie minęliśmy Zmarzniętą Rzeką, która jest granica terenów Devias!-
-Chodź Andil, chodź.. Prawie jesteśmy na miejscu- szeptał wyczerpany Laguna. Alione Szla w milczeniu po środku ich malej karawany. Byli grubo ubrani w zwierzęce skory, które utradnialy im marsz. Szli jeszcze około godziny kiedy im oczom ukazała sie nieduża wioska, opatulona śniegiem. -Wreszcie..- wysapała Ali -Chodźmy, znajdźmy jakąś karczmę, padam z nóg-
W milczeniu weszli wglad wsi. Na ulicach miedzy domami było pusto, z kominów widać było unoszące sie strzępy dymu rozwiewanego przez wiatr. Ustali na dużym placu, po środku stała wysoka tyczka na której szczycie szalenie falowała uczepiona flaga z Godlem Devias. Skrecili w lewo, mineli duzy kosciol z ladnymi rzezbionymi drzwiami. Posuwając się dalej ujrzeli małą knajpę z szyldem chyboczącym się nad drzwiami. Na szyldzie przedstawiony był stary człowiek z dluga broda i laska w rece. W drugiej trzymal nieduzy worek. Pod rysunkiem widnial napis: „Karczma pod Wędrowcem”. Czart stojacy najbliżej drzwi wejściowych pchnął je i zniknal z Alione wewnątrz budynku. Laguna szepnal do Andila –Poczekaj tutaj chwile, zaraz zorientuje się gdzie mogę znaleźć dla ciebie miejsce- pogłaskał zwierzaka po grzywie i wszedł do srodka. Buchnelo w niego stare powietrze. Smierdzialo dymem, piwem i wymiotami. Na duzej zasyfionej Sali rozstawione były stoliki przy których siedzialo niewielu bywalcow lokalu popijających napoje. Teraz wszyscy unieśli glowy znad kufli i spojrzeli na przybylych. Pa prawej scianie znajdowal się stary kominek z trzeszczacym w srodku ogniem. Dalej w rogu staly schody na gore, prawdopodobnie do pokoi. Laguna podszedł do lady gdzie Czart i Ali rozmawiali z grubym , zapyziałym barmanem, który wyglądał na wyraznie zbulwersowanego i syczal:
-Cholerna elfico! Powiedzialem ci już, ze nieludzi nie toleruje pod swoim dachem!- wydeklamowal opluwając przybylych. Czart wycierając z obrzydzeniem twarz powiedział znuzony:
-Posluchaj gruby warchlaku. Jestesmy strasznie zmeczeni i chcemy tylko troche zjesc i przespac ta zawieruche, potem się stad wynosimy..-
-Ty i ten koles możecie zostac, ale ta szmata niech się wynosi!- krzyknął barman.
To stalo się w jednej chwili. Czart przeskoczyl przez lade, zlapal grubasa za gardlo, popchnął na sciane i przystawil sztylet do jego szyi.
-Jeszcze raz nazwij ta pania w ten sposób.. A osobiście wytne ci co nie co z twego parszywego ciala.. A teraz, pokazesz memu przyjacielowi stajnie, by mogl zaprowadzic do niej swego pupila i go nakarmic. Nastepnie wrocicie tutaj i podasz naszej trojce swojska kolacje, by potem zaprowadzic nas do naszych pokoi.- warknął jednym tchem mag.
Reszta baru oglądała scene ze zdziwieniem, zainteresowaniem i odrobina przerażenia. Czart puścił barmana, który chwile lapal oddech, po czym skinal drzaca reka na Lagune i skierowal się do wyjscia. Rycerz podążył za nim i chwile potem prowadzil Andila do malej szopki. W srodku rozebral zwierze z pakunkow i nałożył mu siana. –Tutaj będzie ci cieplo. Odpoczywaj, do jutra.- powiedział z uczuciem i wrócił do baru gdzie barman już obsługiwał Czarta i ich towarzyszke. Laguna podszedł do nich, rozebral się i usiadl przy stoliku. Blat pokryty był gruba warstwa kurzu i roznych, zaschnietych plam.
-Widzac to pomieszczenie, jesc mi się odechciewa..- szepnęła elfica
-Nie tylko tobie, jednak musimy pozywic się czyms innym niż tylko suchym miesem. Doda to nam sil na kolejne trudy- odpowiedzial Czart.
Zywili się chlebem, tuszona baranina i innymi dobrami, które smakowaly lepiej niż mogli przypuszczac. W Polowie jedzenia do ich stolika zbliżył się wielki dryblas.
-Witam przybyszow i zycze smacznego, mam pytanie- wypalil bez wahania
-Pytaj, być może będziemy skłonni odpowiedziec- zagadnął Laguna
-Kim jesteście i skad przybywacie?-
-Dlaczego ciebie to interesuje? Mamy wlasne sprawy-
-Teraz sprawdzamy wszystkich, chodza sluchy, ze Kundun wyslal swoich ludzi, którzy przejmuja wladze we wszystkich miejscowościach, grabiac i zabijając wieśniaków-
-Ah…- westchnął Laguna –Czy sadzisz, ze jeśli bylibyśmy wysłannikami Kunduna, to czy jeszcze bys zyl?-
-Nie wiem, mam nakazane pytac i sprawdzac. A wy wygladacie podejrzanie, bardzo.-
-A to dlaczego? Czyms się roznimy?- spytala Alione
-Ty przede wszystkim. Nigdy nie ufaliśmy elfom. Oraz nigdy się nie zdążyło, żeby ktos zapuszczal się w nasze strony podczas kiedy nadchodzi zima. Niewielu jest takich śmiałków. Chyba, ze sa naznaczeni czarna moca…-
-Przestan glupku- znow wcial się Laguna –Zapewniam cie, ze ta elfica jest czystego sumienia. Tak jak ja i ten mag..-
-Skoro tak.. No coz, będziemy mieli was na oku.. Smacznego i milego wieczoru.- pożegnał się człowiek i odszedł ku swemu stolikowi
-Nie wyglądają na przyjaznych- stwierdzil Czart rozglądając się po wieśniakach, którzy co raz przecinali nowo przybylych ostrymi spojrzeniami
-Być może sa zastraszeni.. Boja się innych ludzi niż tych, których znaja. Wszystko staje się zle. Przestaja ufac każdemu. Sami wiecie dlaczego- odpowiedziala Ali
-Tak, ale jesteśmy tutaj po to, żeby to zmienic? Prawda? Ale na razie jedzmy i odpoczywajmy, mam nadzieje, ze ta wichura dlugo nie potrwa i wkrotce będziemy mogli wyruszyc dalej.- rzekl Laguna wyciągając się na krzesle.
Tak wiec odpoczywali, dyskutowali o dalszych planach podrozy i zgadywali co mogli robic Maniekk z reszta druzyny.. W koncu, kiedy ziewali coraz czesciej, Alione stwierdzila, ze czas udac się spac. Czart machnął na barmana, który wyszedl zza lady i zaprowadzil ich na Pietro. Wskazal pokoj Lagunie oraz dla elficy i maga. Pozegnali sie w korytarzu i zniknęli w swoich sypialniach. Rycerz nie zapalając nawet swieczki, odnalazł po ciemku luzko i rzucil się w ubraniach na pościel.
Widzial ciepla Doline i Gerliszka bawiącego się z Andilem. Troche dalej Maniekk uczyl Duzego unikow w walce, Deshi lewitowal duzym glazem.. Laguna zblizyl się do nich z uśmiechem na twarzy.. Wtedy zapadla ciemność. Stal na wzgorzu przed zamkiem nad którym klebil się czarny, gesty dym. Luna ognia rozświetlała ciemność. Dalekie odgłosy i krzyk Alione.. Wrzask przebil się przez sen i wyrwal go z lozka. Chwycil za miecze i wypadl na korytarz. Drzwi do pokoju Czarta i Ali były otwarte, wiedział, ze to co słyszał, było rzeczywistością. Szybko dobiegl do wejścia. W srodku zastal przykry widok, na rozeslanym lozkiem siedziała blada elfica, Czart stal ze sztyletem w reku a u jego stop w kaluzy wlasnej krwi – lezal barman.
-Wiedzialem, ze spróbuje.. Wiedzialem, głupi człowiek..- mruknął Czart
Laguna bez slow zlapal koc i przykryl nim cialo. Jego uszy uchwycily wrzaski na zewnatrz.
-To chyba nie koniec naszych kłopotów- powiedziala troche drżącym glosem Ali - Kiedy spalam, ten zakradl się do naszego pokoju z nozem w reku.. Na szczescie Czart domyślił się, ze ten może zechciec się odegrac. No i.. Z reszta widac co się stalo..- gdy to mówiła, Laguna podszedł do okna i rozchylil zaslony. Noc była ciemna i spokojna, jednak cos zakłócało harmonie ciszy.
-Wynosimy się stad, zaufajcie mi- powiedział twardo –Bierzcie wasze rzeczy i w odpowiedniej chwili ucieknijcie na zachod od miasta. Niedlugo się spotkamy. Szybko pozbieral futra i zbiegl po schodach. W barze było ciemno, podszedł po cichu do okna wychodzącego obok stajenki. Zerknal przez nie- nie zobaczyl nikogo. –Droga czysta, chwilowo..- pomyślał i uderzyl lokciem w szybe. Posrod ciszy panującej w barze rozlegl się glos tluczonego szkla i łamanej ramy okiennej. Laguna kawalkiem drewna wyczyścił otwor ze szkla i szybko przelazł na dwor. Jednym skokiem dotarl do drzwi stajennych i schowal się w pomieszczeniu. Zostawil lekko uchylone drzwi i zerkal przez szpare. Po chwili do uliczki wbiegla trojka wieśniaków. Dwoch z nich było uzbrojonych w widla a ostatni w Duza siekiere. –Gdzie te gnojki razem ze swoja cholerna elfka!- Warknal jeden z nich
-Zamknij się, musza gdzies tutaj być, nie mogli uciec daleko.- odezwal się ten, trzymajacy siekiere. Mowiac to oświetlił ziemie pochodnia i spostrzegl slady na śniegu prowadzace do stajni. Lekko ukucnął i począł się skradac do drzwi. Laguna usunął glowe ze szpary i odliczyl w myslach- 1.. 2.. 3!- z ostatnia cyfra kopnal wrota, które uderzyly w twarz człowieka najbliżej nich. Ten opadl na kolana upuszczając pochodnie, która teraz zasyczała w zetknieciu ze śniegiem. Wolna reka zlapal się za nos. Wojownik wypadl ze stajni wyciągając miecze i tnac nimi wroga. Stal zaspiewala przecinając powietrze i cialo wieśniaka, skraplając czerwienia biel na ziemi. Reszta wieśniaków, zaskoczona obrotem wydarzen, teraz szykowala się do natarcia unosząc widly. Na twarzy Laguny pojawil się okropny, nienawistny uśmiech przez który przebijal się cien szaleństwa. Cos w nim, cos gleboko skrytego ożyło i radowalo się z walki, tak latwej. Ucieszylo się łatwością pokonywania głupich ludzi. Skoczyl, obracając się w powietrzu cial jednego po twarzy, drugiego po nogach. Raniony w twarz upadl z glosnym stęknięciem, drugi z powodu okaleczonych nog upadl na ziemie glosno wrzeszczac. –Ratunku! Tutaj jest jeden z nich! Ratujcie! RATU…!- Laguna przerwal krzyk miażdżąc krtan klinga miecza. Czul się wspaniale, jak nigdy wczesniej. Walka nie odbierala mu sily, przeciwnie. Dzieki niej przepełniała go wielka moc, która jak najbardziej umial wykorzystac. Bez pospiechu podszedł to człowieka, którego wczesniej uderzyl drzwiami. Po drodze dobil zranionego w twarz, wbijając miecz w brzuch. Ten w konwulsjach ostatniego bolu, rozpaczliwie zacisnął rece na ostrzu, jednak te szybko rozluźniły się i daly znak zgonu. Wojownik chwycil wciąż trzymającego się za twarz człowieka, lekko nacinając mu reke, dzieki czemu, ten upuścił prymitywna bron. –Dla pewności- mruknął Laguna i zasłonił się cialem wroga. W tym samym momencie do uliczki wpadlo około tuzina wieśniaków, każdy z nich był uzbrojony a na ich czele stanal dryblas wczesniej spotkany w gospodzie. –Parszywy szczurze! Nie chcieliśmy Cie zabic! Chodzilo nam tylko o elfke! Ale jak widac, nie umiesz wybrac lepszego dla siebie wyjscia.. Wiesz, ze za chwile zginiesz?- wycharczal –Zbliz się, a glowa tego śmierdzącego lachmyty odpadnie od reszty ciala- szepnął Laguna mrużąc oczy –Czy nie wiesz, glupku, ze wlasnie pozwoliliście moim towarzyszom zbiec? Odwrocilem wasza nedzna uwage. A watpie, żeby ktos z was zechciał ruszyc tylek i rozpocząć pościg w nocy i przy takim mrozie.- wieśniacy zawahali się, dryblas zdawal się obmyślać plan unieszkodliwienia przeciwnika. –I wy, myslicie, ze mnie pokonacie? Nie wiecie do czego jestem zdolny. Radze wam, nie zmuszajcie mnie abym musial wam to udowadniac.- ciągnął Laguna –Hrehehehehe! Jeden przeciwko tylu?! Ludzisz się nadzieja przybyszu! -Ryknal przywodca –A teraz zdychaj psie!!- ruszyl na Lagune z gromada glosno krzyczacych wieśniaków. Przez chwile, w glowie Laguny zagościła mysl, ze nie chce zabijac tych ludzi, upartych w swych przekonaniach. Ale to była tylko chwila. Z coraz wieksza bliskością przeciwnikow gościła w nim adrenalina i chec.. Chec krwi i bolu zadanego wrogowi. Oczy błysnęły mu szkarłatem, podzynajac gardlo zakładnikowi ruszyl naprzeciw reszcie…

***

Nastepnego ranka w Devias panowalo wielkie poruszenie, wielu ludzi płakało i lamentowalo nad strata bliskich, zabitych przez nieznajomych. Duza grupa stala miedzy gospoda a stajnia. Mezczyzni wywozili z alejki ciala, bądź ich resztki. Wszystkie zmasakrowane i pokryte głębokimi nacięciami. Jeden z tlumu gapiow nie pasowal do reszty. Ubrany w dlugi, ciemno-szary plaszcz przyglądał się uciętym konczynom, walającym się po uliczce. Cala jej szerokość i prawie długość, była pokryta weschnieta już we snieg krwia. Na scianach budynkow tworzących owa alejke widniały chlapnie cha krwi z otwartych tetnic i zyl. Gdzieniegdzie czerwona smuga wskazywala miejsce, po którym osuwal się ranny człowiek. Przybysz ze skryta pod kapturem twarza mruknął cicho i wyszeptal – a wiec jesteśmy coraz bliżej siebie.. Jakie jest Twoje imie, kim jestes.. Czy to co wiem.. Czy to jest prawda..?- odwrocil się i wycofal z tlumu. Przeszedl pare krokow i skręcił za rog stajni. Rozejrzal się po okolicy. W cieniu kaptura błysnął szkarłat oczu. Po czym znikl.
_________________
 
 
     
REKLAMA

Dołączył: 29 Lut 2008
Posty: 66
Wysłany: 2008-04-16, 14:19     

 
 
     
hadaway


Wiek: 34
Dołączył: 29 Lut 2008
Posty: 66
Wysłany: 2008-04-16, 14:19     

Hehe,Laguna tylko nie waż się uśmiercać głównego bohatera xD
_________________
This is my world,my religion, my obsession ;D
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | BloodyDark template created by joli  Creative Commons License

| | Darmowe fora | Reklama
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 13